środa, 19 listopada 2014

"Wybitne jednostki nie istnieją"

Chyba żadna inna sentencja nie wyryła się tak mocno w mojej głowie przez cały okres nieco przydługiej przygody ze studiami, no może oprócz słusznego zresztą stwierdzenia, że po tym kierunku raczej nikt pracy w zawodzie nie znajdzie. Wracając jednak do meritum, tytułowe zdanie padło podczas luźnej rozmowy odnośnie relacji jednostka - społeczeństwo, a ich autorem była jedna z najciekawszej, w moim odczuciu, osobliwości akademickich z jaką było dane mi obcować, tj. dr Andrzej W. Nowak. Rozwijając swoją myśl, pokazał mi w sposób bardzo dobitny, że w cieniu każdego geniusza stała jego rodzina, koledzy z podwórka oraz wszyscy inni ludzie, których spotykał na swej drodze. Innymi słowami, nie ważne jak wielki skrywamy w sobie potencjał, jego aktywacja możliwa jest tylko dzięki sumie losowych interakcji, które wpłyną na nas w określony sposób. Była i jest nadal, to myśl bardzo prosta w swoim wydźwięku, ale wtedy stanowiła dla mnie niemałą rewolucję i na dobrą sprawę zapoczątkowała zmianę myślenia o społeczeństwie oraz o moim w nim miejscu. Dzisiaj, pod wpływem filmu #IOU (I owe you - jestem Tobie coś winien) zrealizowanego przez markę Grant's, pozwolę sobie napisać, mam nadzieję, bez zbędnej ckliwości i co gorsza patosu, kilka słów odnośnie tych, którzy stali za moimi "losowymi interakcjami" i dzięki którym jestem w tym miejscu mojego życia.



1. Rodzina.
Przede wszystkim mama oraz babcia czyli osoby, które jako pierwsze miały ogromny wpływ na kształtowanie mojej osoby oraz rozbudziły we mnie, być może nie zawsze do końca świadomie, zamiłowanie do kreowania i twórczego myślenia. Od małego obcowałem z narzędziami znajdującymi się w szufladzie kuchenki gazowej przerabiając swoje zabawki lub po prostu psując coś w znalazło się akurat w moim zasięgu. Asystowałem także babci przy licznych, coraz wymyślniejszych projektach krawieckich, dzięki czemu, przez cały ten czas moje ręce pokrywały się złotem ; )
O wszystkich innych sytuacjach, w których były i wciąż są mi wsparciem nie ma sensu się rozpisywać, bo jeden post to zdecydowanie za mało.

2. Przyjaciele, znajomi i nauczyciele z okresu edukacji obowiązkowej.
Miałem to szczęście, że w czasach, w których dorastałem istniał jeszcze realny świat z prawdziwymi ludźmi pełnymi chęci do działania, gdzie pozycję na podwórku podnosiło się poprzez posiadania piłki do nogi, grać na komputerze chodziło się do kolegi, a pierwsze mp3 zapisywaliśmy na dyskietkach (!). Wszystko to sprawiało, że niezależnie od okoliczności, potrafiliśmy tworzyć grupę bliskich sobie obcych.
Oprócz znajomych, trafiłem na wielu świetnych mentorów, którzy z zapałem i determinacją przekazywali mi swoją wiedzę, choć niejednokrotnie nie było to zadanie łatwe, żeby nie napisać bezcelowe. Nikogo, kto również ma ten etap za sobą, nie dziwi zapewne specjalnie fakt, że z największym szacunkiem wspominam tych, którzy wtedy wydawali mi się zbyt wymagający i krytyczni.

3. Przyjaciele, znajomi i wszyscy Ci, których spotkałem później.
...a w szczególności niesamowici ludzie z 36/9 z Wo na czele.
Ktoś powiedział kiedyś, że wszystko to co wydarzy się do 20 roku życia jest poligonem, który ma przygotować nas na najważniejszą, pięcioletnią bitwę, której rezultat będzie towarzyszył nam do końca naszego, dorosłego życia. Jeżeli tak faktycznie jest, miałem do czynienia z najwspanialszą armią świata. Ludzie, których wtedy poznałem pokazali mi jak bardzo różnić może się świat od tego, który znałem wcześniej. Niesamowita ilość pomysłów oraz próby ich realizacji, niezliczone ilości spędzonych na rozmowach* nocy, teorie wykraczające daleko poza granice racjonalnego myślenia - to wszystko było dla mnie kamieniem milowym mojego rozwoju. Parafrazując Pana na "H"**, granica ich myśli, stała się początkiem mojego poznania. Dzięki nim utwierdziłem się w przekonaniu o słuszności potrzeby podążania własną drogą, w myśl zasady "masz tylko jedno życie i co prawda znajdą się chętni żeby przeżyć je za Ciebie, ale cena tego może okazać się niewyobrażalnie wysoka".

4. Przemklavik.
Osobne miejsce poświęcić muszę również wszystkim ludziom, z którymi dane mi było dzielić ogromną pasję do muzyki tworząc wspólne projekty / zespoły lub z którymi mogłem chociaż przez chwilę na temat muzyki porozmawiać. W kilkutysięcznym miasteczku bez specjalnych perspektyw na rozwój lub chociaż opcji zapełnienia wolnego czasu, zaskakująco duża ilość młodych (i nie tylko) ludzi potrafiła samodzielnie zorganizować się wokół tworzenia muzyki wszelakiej, przypominając w tym bardzo społeczność zamieszkującą Islandię gdzie na 100 osób co najmniej jedna zajmuje się muzyką. Z czasem, najpierw w mojej głowie, później również wśród znajomych muzyków oraz osób z ich otoczenia, zaczęło funkcjonować określenie opisujące tę sytuację, czyli "Przemklavik" właśnie (skrzyżowanie nazwy miejscowości - Przemków, w której się wychowałem z z jednoznacznie islandzką końcówką typową dla nazw tamtejszych miast). Co prawda, w późniejszych czasach, to Poznań stał się moją muzyczną ostoją, ale duch "Przemklaviku" pozostał we mnie żywy do dziś.

5. Moja kochana Patiness.
Wspiera mnie dzielnie praktycznie od powstania bloga, zajmuje się oprawą zdjęciową oraz znosi moje marudzenie nie tylko podczas sesji, ale i w życiu codziennym. Więcej pisać nie trzeba ; )

Wszystkim, których wymieniłem i o których wspomniałem, ale także tym, którzy pozostali z tyłu mojej głowy, w tym miejscu SERDECZNIE DZIĘKUJĘ!

A jak wygląda(ło) to u Was?

_________________
*  ; )
** niektóre moje przemyślenia są na granicy grafomaństwa, oszczędzę więc jemu i sobie jeszcze większego blamażu ; )


Wpis powstał we współpracy z marką Grant's

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Outdersen - Męska moda i styl. All rights reserved. © .