Obsługiwane przez usługę Blogger.

Prosto i komforotwo


To już chyba oficjalne, chcący, niechcący zostałem nomadem. Przyznam, że ten stan rzeczy zakorzenił się we mnie do tego stopnia, że kiedy przebywam w jednymi miejscu dłużej niż 1-2 tygodnie, zaczynam odczuwać usilną potrzebę przemieszczania się. Zakup motocykla przyczynił się zresztą do tego w znacznym stopniu, dziś jednak nie o nim. 

Problemem w byciu koczownikiem - blogerem od szmatek jest jednak fakt, że w połączeniu z raczej chaotycznym stylem bycia ta druga aktywność cierpi na tym stanie niemiłosiernie. W związku z tym, z ostatniego wyjazdu w "ładne i ciepłe miejsce" wróciłem bogatszy o dokumentację zdjęciową sześciu zestawów, ale połowa z nich to rzeczy, które w naszym kraju znajdą zastosowanie w najlepszym wypadku za jakieś pół roku, teraz pozostaje zaś potraktować je jako luźne inspiracje. 

ZESTAW
Na początek tej mini serii wybrałem zestaw, który przy odrobinie inwencji twórczej można przełożyć na język "wiatru, deszczu i mrozu". Tutaj co prawda mamy do czynienia głównie z letnimi tkaninami i gramaturami, ale zamiana marynarki, na podobną, ale wykonaną z tweedu lub grubszej wełny oraz lnianych spodni na ich odpowiednik z bawełny (płótno, sztruks, moleskin) lub wełny (flanela w kolorze złamanej bieli, to coś co chodzi za mną już od kilku sezonów), sprawi że zestaw zyska ponownie na aktualności. W tym miejscu uprzedzę także potencjalnych czepialskich i wspomnę o jakichś, np. beżowych skarpetach. No bo wiecie, do mokasynów skarpety zakładać można, nawet jeśli nie są to skarpety niewidzialne i nikt z tego powodu raczej w grobie przewracać się nie powinien.

marynarka - Lancerto x MrV. / koszula polo - Springfield // spodnie - Outdersen // okulary - TBD Eyewear // penny loafers - Bexley

MARYNARKA
Marynarka miała swoją blogową premierę przy okazji jednego z wpisów podsumowujących mój letni wyjazd na targi Pitti Uomo. Ponosiłem ją trochę, trochę też się nad nią pozastanawiałem i doszedłem do kilku wniosków odnośnie jej konstrukcji oraz tego co mi w niej nie do końca pasuje. Wybrałem rozmiar 48, ponieważ mniejszy był na mnie za ciasny w ramionach. To zresztą dość ciekawe, bo nie jestem wybitnie "barczystym typem", który omija dzień nóg na rzecz bicepsa. Zresztą także przy 48 nie obyło się bez przeróbek. Pomimo nadprogramowej długości rąk, rękawy musiałem skrócić o jakieś 2 cm, marynarka była też zbyt obszerna w obwodach korpusu. Jeszcze przed wytaliowaniem i dopasowaniem do mojej sylwetki, jeśli spojrzeliśmy na nią z boku, krata uciekała w przedniej części mocno do góry, tj. balans pomiędzy jej przodem, a tyłem, wydawał się być zachwiany. Może się na to nakładać jednak moja postawa, ukształtowanie sylwetki oraz wspomniany wcześniej, nadprogramowy luz. Nie jestem też przekonany do wypełnienia ramion, no ale akurat to żadna nowość.


Wszystkie co opisałem powyżej, to jednak aspekty dotyczące dopasowania do indywidualnej i zapewne wcale nie szablonowej, a przez to miarodajnej, sylwetki. W moim odczuciu, największym stylistycznym problemem, który może dotykać wszystkich noszących są, wciąż zbyt mocno zamknięte dołem, poły marynarki. Sylwetka traci przez to na lekkości i wydaje się być dociążona na wysokości ud, które i bez tego bywają u Słowian raczej słusznych wymiarów.

I żeby nie było, wciąż uważam, że to udany produkt. Długość (wydłużona o 1cm w stosunku do pierwszych kolekcji), tkanina, szerokość klap oraz umiejscowienie punktu ciężkości (choć tu akurat nie miałbym nic przeciwko opuszczeniu guzika jeszcze o ten 1 cm) wciąż zasługują na pochwałę.

Moją intencją nie jest zaś nikogo i niczego atakować lub też dyskredytować. Jeśli jednak uwagi te okażą się pomocne przy ulepszeniu tej konstrukcji, będę z tego powodu bardzo rad. O ile oczywiście ktokolwiek z potencjalnie zainteresowanych zapuszcza się w te odległe zakątki męskomodowego "dark webu".



photo by PATINESS