Moda i styl współczesnego mężczyzny

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Kurtka pilotka


Brązowa, skórzana kurtka inspirowana klasycznym modelem kurtki pilotki, opatrzonym symbolem "G1", znajdowała się na mojej zakupowej liście już od dłuższego czasu. Chęć jej nabycia wzmogła się w ubiegłym roku, gdy zacząłem uskuteczniać przemieszczanie się po mieście moim jednośladem, a co za tym idzie, moja garderoba oraz estetyka powędrowały jeszcze dalej w nieformalne rejony. 

Wpis stanowi promocję marki WITTCHEN. Marka nie ingerowała w jego formę oraz zawartość, a przedstawiony produkt stanowi mój subiektywny wybór.

KURTKA PILOTKA
Oryginalny model G1, pochodzący z lat 40. XX w. i stanowiący umundurowanie amerykańskich pilotów, charakteryzuje się zapięciem na zamek błyskawiczny, dwiema nakładanymi kieszeniami, doczepianym futrzanym lub wykonanym z "baranka" kołnierzem oraz ściągaczami w mankietach oraz u dołu korpusu. Jak w przypadku większości wojskowej odzieży, także i ta kurtka znalazła sobie rzeszę fanów z dala od pola walki i wojskowych koszar i z powodzeniem stała się elementem codziennej garderoby wielu cywilów. Co ciekawe, przez wszystkie te lata, jej fason oraz detale stylistycznie nie uległy większym zmianom. 



Mój egzemplarz, pochodzący z kolekcji marki Wittchen, różni się od oryginału zastąpieniem materiałowego ściągacza w korpusie pasem skóry, zapinanymi na napy mankietami oraz dodatkowymi kieszeniami (ocieplaczami na dłonie) na wysokości torsu. W sumie te dodatkowe kieszenie, to jedyna rzecz z której bym zrezygnował, gdybym miał taką możliwość. Chociaż, kto wie, możliwe że gdy i dla mnie rozpocznie się sezon motocyklowy, okażą się świetną skrytką na jakieś małe przedmioty, które wymagają szybkiego dostępu.




Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie spróbował poprawić nieco tego i tak dobrego już produktu. Zazwyczaj w tego typu kurtkach odczuwam estetyczny zgrzyt wynikający z faktu, że posiadam stosunkowo krótki korpus oraz długie ręce. Tj. jeśli kurtka ma dobrą długość rękawów, jej korpus jest na mnie za długi, jeśli korpus jest zaś w odpowiednim rozmiarze, prawdopodobnie rękawy zakończą się przed nadgarstkiem. Ta konkretna kurtka w rozmiarze "S" wydawała mi się ogólnie nieco luźniejsza od pozostałych, znajdujących się już w mojej szafie, miała też proporcje typowe dla pierwszego, opisanego powyżej wariantu. Z drugiej strony, wykonana była z bardzo dobrej jakościowo skóry, miała całkiem ładne i dobrze prezentujące się na sylwetce proporcje i głęboki, czekoladowy odcień. W związku z tym postanowiłem zaryzykować i oddać ją do kaletniczych modyfikacji.

Najważniejszą z nich było skrócenie długości korpusu o jakieś 5 cm, czyli praktycznie szerokość dolnego pasa skóry. Wiązało się to z przeniesieniem nieco wyżej całych kieszeni oraz skróceniem zamka. Dodatkowo przy okazji tej modyfikacji zdecydowałem się również na delikatne wytaliownanie kurtki bocznymi szwami. Ostatnią przeróbką było dodanie drugiego napa w mankiecie, umożliwiającego regulację obwodu otworu rękawa. Nie obyło się przy tym bez małych perturbacji i estetycznych niedociągnięć, ale efekt finalny tych poprawek oceniam pozytywnie. Wydaje mi się, że dzięki nim kurtka zyskała proporcje typowe dla tych opatrzonych logiem Stoffa.  


 
Nawiasem pisząc, przy okazji tego typu poprawek i modyfikacji, dochodzę do wniosku, że wszelakiej maści specjaliści zostali oduczeni przez klientów, tego że ktoś może oczekiwać innego rezultatu niż, ten podyktowany hasłem "tanio i szybko". Trochę to smutne, ale wciąż należy cieszyć się, że jacyś fachowcy jeszcze pozostali,  zwłaszcza że kandydatów na ich następców jakoś nie specjalnie widać.

PS Z kodem "ODN_WITTCHEN10" wszystkie skórzane kurtki i rękawiczki kupicie 5% taniej.

ZESTAW
Gdy na przełomie 2015 i 2016 roku mieszkałem we włoskim Turynie, często zachodziłem do mieszczącego się w centrum salonu marki Brunello Cucinelli. Muszę przyznać, że prezentowane tam zestawienia zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Oszczędne formy o dość niskim stopniu formalności oraz sprawne operowanie paletą kolorów ziemi zapoczątkowały w mojej głowie kolejną stylistyczną rewolucję. Bohaterką jednego z takich zestawów była właśnie brązowa skórzana pilotka. Można więc śmiało stwierdzić, że bezpośrednią inspirację, dla tego oraz jedno z kolejnych, prezentowanych tu zestawów, stanowi właśnie wspomnienie tamtego czasu i miejsca.

Mamy tu więc dominujący ciemny brąz kurtki oraz butów, połączony ze średnim brązem golfu i skontrastowany delikatnie ze złamaną bielą sztruksowych spodni. Całość może wydawać się do bólu prosta, ale przy tym spójna i kompletna, czyli taka jaką lubię najbardziej. 



kurtka - Wittchen // golf - Poszetka.com // spodniei rękawiczki - Zara // kaszkiet - Renevue // podwójne monki - Yanko via Patine.pl

Płaszcz reglan Corneliani



Płaszcz z reglanowymi rękawami, czy też po prostu "reglan" / "raglan", to kolejny po płaszczu polo model, który w ostatnich latach przeżywa swój renesans. Obecnie jest chyba najgorętszym trendem wśród męskich okryć wierzchnich.

Jego cechą charakterystyczną, jak zresztą sama nazwa wskazuje, jest specyficzne wszycie rękawów, tworzące biegnącą po łuku linię od samego kołnierza aż do pachy. To rozwiązanie konstrukcyjne często spotykane jest w prochowcach, głównie w trenczach. Ponadto, podobnie jak trencz, może posiadać wiązany lub regulowany klamrą pasek, a w niektórych egzemplarzach również kontrafałdę typową dla loden coat (w przeciwieństwie do tej z płaszcza polo, nie jest zszywana na wysokości pasa).



Jak ze wszystkimi innymi nowinkami w "menswearowym" światku bywa, także i tutaj z dostępnością nowych egzemplarzy z dobrych jakościowo tkanin, a do tego w rozsądnych cenach, nie jest zbyt kolorowo, ale być może wkrótce się to zmieni. 


Rzecz jasna, przy odrobinie szczęścia, możemy trafić na taki płaszcz w sklepach z odzieżą z drugiej ręki, a jeżeli będziemy mieć go wystarczająco dużo, istnieje szansa na egzemplarz w zbliżonym do naszego rozmiarze, z ultra lekkiej wełny z kaszmirem, bez podszewki i z logiem "Corneliani" na metce. Dokładnie taki jak na zdjęciu. 


Nie żebym miał jakieś wielkie ciśnienie na posiadanie markowych produktów, ale w tym przypadku za logiem zdecydowanie idzie jakość. Z racji braku podszewki, znajdująca się przy kołnierzu metka ze składem i rozmiarem została wycięta, nie jestem więc w stanie jednoznacznie stwierdzić czy tkanina to mieszanka wełny z kaszmirem, czy też czysty kaszmir, ale w chwycie jest niesamowicie przyjemna, sam płaszcz jest natomiast niezwykle lekki i ciepły, zwłaszcza jak na swoją niewiarygodną aż cienkość. Także nieliczne zmechacenia (głównie na "siedzeniu") wbrew moim wcześniejszym obawom, udało się wyczesać szczotką do ubrań bez najmniejszego wysiłku. Ku mojej uciesze, płaszcz posiada też dużo ręcznych przeszyć.


Na otarcie łez dodam tylko, że nie jest to płaszcz idealny i mogę wskazać także jego słabsze strony. Otóż, nie posiada on żadnych wewnętrznych kieszeni (nie za bardzo było je gdzie umiejscowić), a te zewnętrzne najlepiej radzą sobie z przechowywaniem dłoni nosiciela. Jak na dzisiejsze standardy ma też trochę za szerokie rękawy (już je nieco zwęziłem, ale zapewne jeszcze nad nimi popracuję). Innych wad nie dostrzegam, nic innego mi w nim nie przeszkadza.


płaszcz - Corneliani // golf - Uniqlo // spodnie - Renevue // szalik - H&M // chukka boots - Bexley //

zdjęcia Patiness

Gadka Szmatka odc. 7




Po długiej przerwie wracamy do Was z naszą kolejną Gadką Szmatką, czyli podcastem, w którym wraz z Mikołajem z bloga Blue Loafers oraz Szymonem z All Tied Up rozmawiamy na tematy związane z męskimi ciuchami.
 

Nasze Gadki znajdziecie na iTunes i SoundCloud, a od niedawna także na Spotify
Ponadto możecie dołączyć do naszej grupy na Facebooku, a także napisać bezpośrednią wiadomość na adres kontakt.gadkaszmatka@gmail.com

Do usłyszenia!



Parka i granat


Mija kolejny rok, a wintydżowa parka wciąż wiedzie prym wśród moich okryć wierzchnich gdy robi się naprawdę zimno. Tym razem pojawia się na blogu w towarzystwie prostego, monochromatycznego zestawu.


Więcej o samej parce przeczytać możecie w tym wpisie. Wraz z okularami z dzisiejszego zestawu pojawiła się także w ubiegłorocznym zestawieniu moich najlepszych odzieżowych wyborów roku 2017. Od tamtego czasu znosiła się jeszcze bardziej, ale to wciąż moja ulubiona kurtka. Połączenie walorów ciepłej kurtki z estetyką płaszcza wraz z dodatkowymi, pojemnymi kieszeniami, to coś co sprawdza się w moim przypadku praktycznie w każdych okolicznościach. Mam nadzieję, że przetrwa przynajmniej jeszcze jeden sezon, lub że uda mi się znaleźć godne dla niej następstwo. 


O tym, że jestem zagorzałym fanem golfów oraz że noszę je praktycznie bez przerwy od jesieni do wiosny, nie muszę nikogo, śledzącego moje poczynania, specjalnie przekonywać. Do tej pory decydowałem się na te wykonane z cienkiej przędzy z wełny merynosów. Przez swoją cienkość sprawdzały się dobrze nie tylko na zewnątrz, ale również we wnętrzach, nie miał także problemów z upakowaniem się pod marynarką. Ostatnio jednak postanowiłem przetestować egzemplarz z puszystej wełny owczej 2 ply i muszę przyznać, że to najcieplejszy golf z jakim miałem do czynienia. Jednocześnie pozostaje przy tym na tyle cienki, aby w zestawieniu z marynarką wciąż nie krępował ruchów. Ciekawa opcja przy temperaturach poniżej zera.


kurtka / płaszcz Clothes (H&M) via Renevue // marynarka - Massimo Dutti // golf - Bexley // pasek, kaszkiet - Renevue // spodnie - H&M // okulary - Lancerto // apron toe derby- A&A // zegarek - Wostok


Drugie życie pewnej marynarki


Nie od dziś jestem fanem nie tylko samego recyklingu, ale również upcyklingu, czyli formy "przetwarzania wtórnego odpadów, w wyniku którego powstają produkty o wartości wyższej, traktowane jako wartościowe (...)". W szmatkach ten proces może mieć także sens i miejsce i wcale nie musi ograniczać się do mielenia znoszonych i niechcianych ubrań.

Ponad rok temu w moje ręce wpadła przyduża, wełniana marynarka w beżowo-brązową kratę gun club check. Wydała mi się jednak na tyle interesująca i ładna, że postanowiłem poświęcić jej nieco więcej uwagi. Bez większej nadziei na sukces (stąd też brak zdjęć stanu sprzed przeróbek), kierowany głównie ciekawością, poddałem ją w tym czasie kilku istotnym modyfikacjom, tak aby dopasować ją zarówno do mojej sylwetki jak i upodobań oraz obecnie panujących standardów w marynarkowej materii. Dziś przyszła pora na małe podsumowanie tej zabawy.


   
Marynarka marki Licona pochodzi prawdopodobnie z przełomu lat 70. i 80., wykonana została zaś z wełnianej tkaniny o średniej gramaturze, na pełnej, wiskozowej podszewce. Jej oryginalny rozmiar to coś w okolicach współczesnej "50". Posiadała umiarkowane wkłady piersiowe oraz wypełnienie ramion. Nie posiadała natomiast ani jednego szlica. Dla równowagi natomiast miała bardzo ładną kozerkę i ukryty potencjał.


Poprawki dokonywane były stopniowo, na przestrzeni roku, rękami krawcowej jak i moim własnymi. Na samym początku, pozbyłem się zbędnego wypełnienia i wkładów oraz podszewki z pleców. Następnie rozprułem plecy, aby oszacować czy z nadmiaru tkaniny uda się wygospodarować choć jeden szlic (rozcięcie). Zebrałem także nadmiar tkaniny w barkach, powstały po usunięciu wypełnień. Tu i tam jeszcze ją pospinałem szpilkami i z tak rozbebeszoną marynarką wybrałem się do krawcowej. Jej zadaniem było ponowne zszycie barków oraz pleców z uwzględnieniem szlica. Następnie marynarka została lepiej dopasowana do mnie w korpusie i w rękawach. Przeróbki nie ominęły także samych klap, których mocny łuk został znacząco wygładzony. W tym celu musiałem pozbyć się butonierki (na szczęście nie była przecięta) i jakoś do teraz nie mogę zabrać się za jej rekonstrukcję. Ostatnim etapem prac było wszycie rękawów, oraz obszycie lamówkami wszystkich, odsłoniętych po usunięciu podszewki, wewnętrznych szwów. 


Tak przerobiona marynarka prezentowała się już całkiem dobrze, ale do akceptowalnego dla mnie stanu brakowało jej jeszcze kilku stylistycznych poprawek. W związku z tym,  samodzielnie zmniejszyłem lekko obwód rękawów oraz ponownie je wszyłem, poprawiłem linie taliowania, a także zmieniłem kształt rozwarcia marynarki dołem. Z tej ostatniej poprawki jestem zresztą najbardziej zadowolony, dzięki niej marynarce poprawił się balans przód-tył, a także stała się optycznie lżejsza. Kule rękawów oraz sposób ich wszycia, to natomiast coś, co wciąż budzi moje zastrzeżenia, ale jednocześnie nie wygląda na tyle źle, bym jej nie użytkował w ogóle. 


Finalny kształt, który udało się nam uzyskać, to coś co przy ogromnej dozie optymizmu i po wypiciu znaczącej ilości jakiegoś mocniejszego trunku, można by porównać stylistycznie np. do koreanśkiego Vanni. Bardzo mnie zresztą cieszy taki obrót spraw i fakt, że pomimo początkowego sceptyzmu, projekt ten udało się doprowadzić do takiego kształtu. Zdaję sobie przy tym sprawę, że marynarce daleko do ideału, ale mając na uwadze stan wyjściowy, uważam, że udało się nam zrobić w tej materii naprawdę dużo. 

Ciekaw jestem, czy i Wy podejmowaliście się takich karkołomnych przeróbek, a jeśli tak, jaki był ich efekt?

Zdjęcia zestawu z udziałem tj marynarki znajdziecie w poprzednim poście, czyli TUTAJ.














Pitti, trendy i inne takie


Drugi tydzień stycznia, to dla fanów "menswearu" wyjątkowy okres. Co roku, w tym czasie, we włoskiej Florencji ma miejsce bowiem zimowa edycja targów Pitti Uomo. 

Co prawda mój entuzjazm w tym temacie nieco już opadł, a na zimowej edycji ostatni raz byłem dwa lata temu, ale jak by nie było, jest to bardzo przyjemne dla zmysłów wszelakich wydarzenie, które warto śledzić, zwłaszcza jeśli interesują nas trendy i zmiany zachodzące w modzie męskiej. 

Dzisiejszy zestaw jest zaś tych trendów manifestacją. Mamy tu więc do czynienia z dużą częścią tego co udało mi się w ostatnich latach zaobserwować. Są militarne akcenty, odejście od sztywnych uniformów na rzecz bardziej nieformalnych zestawień, małe kontrasty i kolory ziemi, marynarka w kratę gun club, sztruksowe spodnie oraz zyskujące coraz większe zainteresowanie, split apron toe darby. Spodnie w odcieniu złamanej bieli to dodatkowy bonus. 

Więcej o samej marynarce przeczytacie TUTAJ.



Zestawienia tego typu znajdziecie u całej masy męskomodowych "wpływowaczy", ale mi chyba najbardziej kojarzą się z Alessandro Squarzi oraz duetem tworzącym hiszpańską markę MAN 1924 - Carlos Castillo i Jorge Navares. Jeśli jeszcze ich nie znacie, a wspomniana estetyka do Was przemawia, polecam nadrobić zaległości. Jeśli ktoś jeszcze nie zauważył, do mnie przemawia niezwykle mocno.



kurtka - H&M // marynarka, czapka i pasek - Renevue // golf - Uniqlo  // spodnie i rękawiczki - Zara // apron toe derby - A&A


Countryman

 
Nie jestem może najwytrawniejszym podróżnikiem, ale bez wątpienia można nazwać mnie "człowiekiem drogi". Wspominałem o tym zresztą niejednokrotnie na łamach bloga. Tym bardziej cieszy więc fakt, że ostatnie tygodnie mogłem spędzić na pokładzie nowego Countrymana Cooper S, czyli największego i najmocniejszego z rodziny Mini. A że już chociażby samą nazwą pretenduje do miana samochodu idealnego na wypady za miasto, postanowiłem sprawdzić go w akcji i zabrać w tereny z miastem nie mające nic wspólnego. 

Widoczny na zdjęciach MINI Countryman Cooper S otrzymałem do przetestowania od Mini Polska

Miejscem docelowym był las na północnym zachodzie Polski, a dokładniej dom moich znajomych wybudowany z transportowych kontenerów morskich i usytuowany w tymże. To zresztą bardzo ciekawa konstrukcja, na zewnątrz czarny, blaszany monolit nieznacznie górujący nad polaną, wewnątrz niezwykle przytulna drewniana przestrzeń przywodząca na myśl górską chatkę. Dom ma zaledwie 5 miesięcy, ale jego domownicy już teraz mogą śmiało stwierdzić, że to miejsce, do którego lubię wracać. Nie dziwi więc specjalnie fakt, że wybrałem go na destynację swojej przejażdżki. 


WRAŻENIA Z JAZDY

Po pewnym czasie użytkowania zrozumiałem, że podobne odczucia towarzyszą mi w odniesieniu do Countrymana. Tj. nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić jego wielkości, jego bryła sprawia wrażenie całkiem pokaźnego samochodu, natomiast wnętrze pozostaje wciąż przytulne, ale w żadnym wypadku nie ciasne. I zupełnie nie chodzi mi tu o niemożność wyczucia samochodu podczas manewrowania, bo z tym akurat nie ma najmniejszego problemu. Z drugiej strony, być może to właśnie ta niespodziewana zwrotność i zwinność stanowi rozwiązanie tego dylematu. Tak czy inaczej nie jest to już zdecydowanie ten trzydrzwiowy miejski gokart, którym miewałem okazję jeździć niejednokrotnie. Co zresztą nie ujmuje ani jednemu, ani drugiemu, a pokazuje jedynie, że rodzina Mini skutecznie się rozwija. Zresztą, wciąż miałbym dylemat, który z nich wybrać, no chyba, że podstawowym kryterium byłaby ilość przestrzeni bagażowej. W takiej sytuacji tylko Countryman w opcji z przesuwaną i regulowaną kanapą - bardzo przydatna rzecz dla ludzi, którzy lubią wozić ze sobą dużo zbędnych rzeczy lub po prostu posiadają rodzinę 2+.  


Jako zwolennik klasycznego wzornictwa oraz odwlekania w czasie nieuchronnej technologicznej rewolucji, za duży plus uważam stylistyczny zabieg polegający na poukrywaniu całej elektroniki tam gdzie tylko było to możliwe i zachowanie fizycznych zegarów wraz z zastosowanie ekranu "head up". Te w pełni elektroniczne wyświetlacze parametrów przed nosem, to coś z czym nie jestem w stanie się pogodzić.

Także większość mariaży wygody ze sportowym zacięciem sprawia pozytywne wrażenie. Fotele przywodzą na myśl te z rajdówek, ale są przy tym bardzo wygodne i posiadają całkiem bogaty zakres regulacji, kierownica obłożona skórą i przeszyta czerwoną nicią jest jednocześnie funkcjonalna, a malowanie, zadziorne detale karoserii i wydech co najmniej nie drażnią. O brzmieniu usportowionego Countrymana nie chcę nawet wspominać, bo jest to coś czego warto doświadczyć osobiście, ale zapewniam, że bawi za każdym razem gdy wciśniemy pedał gazu i że chce się wracać po więcej. 



Dość sztywne zawieszenie w połączeniu z oponami o stosunkowo niskim profilu to natomiast coś, co w kontekście gościńców i leśnych duktów, czy też nawet dawno nieremontowanych dróg, dziur i kolein nie koniecznie stanowi jego mocną stronę. Tj. tragedii nie ma, ale przywykłem do miększych wozideł i ponowne przestawienie się na odbiór większej ilości bodźców z drogi potrzebowałbym pewnie jeszcze chwilę. Oczywiście ma to też swoje plusy, podczas gwałtownych manewrów nadwozie praktycznie nie drga, zachęcając skutecznie do dynamicznego pokonywania kolejnych zakrętów. Rzecz jasna, w granicach rozsądku.


ZESTAW
Sam zestaw także utrzymany jest w klimacie "country", chociaż skłamałbym gdybym napisał, że nie jest to coś co uskuteczniam także w miejskich okolicznościach. Na dobrą sprawę to wypadkowa drwala oraz retro-futurystycznych uniformów z niektórych niedzisiejszych filmów SF. Choć i silne inspiracje HER także można w tym zestawie dostrzec. W moim odczuciu to jedno z tych zestawień, które pozwala na noszenie klasycznych elementów ubioru w zupełnie nieformalny sposób i przy jednoczesnym zachowaniu maksimum komfortu. A mając na uwadze jeszcze znajdujący się w tle samochód, aż chciałoby się napisać coś z użyciem wyrażenia "sportowa elegancja". Nie żebym miał jakieś obiekcje do innych form manifestacji zamiłowania do męskomodowej klasyki, bo to akurat wskazywałoby na moją hipokryzję, pokazuję jedynie że można realizować je i w taki, z lekka odmienny sposób. W końcu świat ani nie zaczyna, ani też nie kończy się na marynarce. Ot co.



O ile poprawnie rozszyfrowałem informacje zaklęte w metkach, czapka została wykonana z oryginalnego Harris Tweedu przez Bullani Bamberg na zamówienie pewnego sklepu z kapeluszami mieszczącego się w szwajcarskiej Lucernie, tj. Maison Du Chapeau. Można więc uznać, że jest to biały kruk pośród czapek, a już na pewno pośród tych z daszkiem. Zapewne gdyby nie zaprzyjaźniona sprzedawczyni jednego z lumpeksów, nakrycie to nie wpadłoby w moje ręce. Na całe szczęście zostałem zapamiętany jako ten, który lubi nosić na głowie takie nietypowe rzeczy. To kolejny dowód na to że warto się wyróżniać. I może jeszcze na to, że budowanie relacji z ludźmi zawsze i wszędzie jest nieocenione, ale to akurat tylko moje domysły.



Golf i kurtka to elementy, które mieliście okazję widzieć na mnie w ostatnich latach niejednokrotnie i na całe szczęście, pomimo upływu czas, wciąż mi służą. Podobnie zresztą jak zamszowe chukka. Pomijając sporadyczne czyszczenie dedykowaną do zamszu szczotką, nic z nimi nie robiłem i powoli przydałaby się im jakaś mała renowacja, ale nawet bez tego uważam, że trzymają się całkiem dobrze, zwłaszcza biorąc pod uwagę moje pozbawione taryfy ulgowej ich użytkowanie.



Jedyną nowość w tym zestawie stanowią rękawiczki, które nabyłem w miejscu, po którym od dłuższego czasu nie spodziewam się zbyt wiele, jednakże ich wyprzedażowa cena kilkudziesięciu złotych, nietypowy kolor oraz dopasowanie do dłoni skutecznie zachęciły mnie do zakupu. Po tygodniu jeszcze się nie rozpadły, to dobry znak. 



kurtka i rękawiczki - Zara // golf - Uniqlo  // spodnie i czapka - second hand // chukka boots - Bexley