Obsługiwane przez usługę Blogger.

Dżins z historią


Niedzielne popołudnie to idealny czas na spacer, np. po aktualnie nieczynnym targu miejskim. 


Plandeki w asyście plątaniny różnokolorowych kabli, puste skrzynki po warzywach, popękana nawierzchnia placu oraz przyglądająca się temu wszystkiemu chmara gołębi, to sceneria niezbyt często spotykana na blogach o szmatkach. Przynajmniej nie na tych poświęconych klasycznej odsłonie mody męskiej gdzie wszystko jest ładne, nowe, błyszczące i przyjemne w dotyku, a jeśli coś jakimś cudem nowym nie jest, to przynajmniej szlachetnie się starzeje. Problem w tym, że ja nie za bardzo lubię utarte schematy, dla samego bloga miejsce to zaś ma znaczenie szczególne. Niespełna pięć lat temu, w niewielkiej odległości od niego zaczęła się moje przygoda z "Outdersenem". W tym miejscu też przyjdzie mi ją zakończyć. No ok, żartowałem, ale szczerze wierzę w to, że przynajmniej kilka osób zwerbalizowało w tym miejscu swoje rozczarowanie / zawód / niezgodę na ten stan rzeczy. Tak czy inaczej, bez zmian się nie obejdzie, a o tych wkrótce. Albo trochę później. 

Kiedyś pisałem na łamach tego bloga o moich sezonowych filarach garderoby. Dzisiejszy zestaw wydaje się być kontynuacją tego cyklu. W języku angielskim utarło się określenie "my style essantials", polskiego odpowiednika nie znam, ale wychodzi na to, że poniższe zestawienie jest właśnie taką esencją z uskutecznianej przeze mnie obecnie estetytki. 


trencz i koszulka polo - H&M / marynarka - Lancerto // dżinsy i poszetka - second hand // tassel loafers - Yanko (Patine.pl
__________________________________________________________________________________________________________
 - produkty marek oznaczonych pogrubieniem otrzymałem od nich nieodpłatnie

Wystające kołnierzyki koszulek polo raziły Was w oczy już tyle razy, że chyba nikt nie ma wątpliwości co do mojej do nich sympatii. Pewną nowością są natomiast wyglądające na dość mocno zużyte dżinsy o niedzisiejszo wysokim stanie. No i w sumie racja, bo faktycznie pochodzą z second handu, a oryginalnie zapewne z czasów gdy wysoki stan i sposób barwienia nazywany "stone wash" nie był odstępstwem od normy. Co ciekawe, wychodzi na to, że za jakiś czas znów staną się zjawiskiem powszechnym. Nie wierzycie? Spokojnie, rozsiądźcie się wygodnie w swoich fotelach i poczekajcie.


Wszystkie zdjęcia zostały wykonane przez Patiness
Aparat: Nikon D90 + Nikkor 85mm f/1.8
Miejsce: Poznań

Brak komentarzy