Moda i styl współczesnego mężczyzny

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Coś starego, coś nowego


Muszę się Wam do czegoś przyznać. Nie potrafię nie popadać w patos gdy próbuję pisać o rzeczach absolutnie błahych. Staram się nie starać, ale zamiast sprezzatury wychodzi grafomania. Mam nadzieję, że ze szmatkami idzie mi nieco lepiej. Jednocześnie, sam fakt pisania tutaj, w najgorszym wypadku mi odpowiada i pomimo licznych zmian, natłoku innych spraw oraz tych wszystkich przeszkadzajek prawdziwie dorosłego człowieka, nie chciałbym się jeszcze z tym miejscem rozstawać.

Lubię klasyczną modę męską, ale uczucie bycia ubranym ponad zdrowy rozsądek, już nie bardzo. Tak, mam na myśli bycie overdressed. Wiecie, te wszystkie "przesterowane" zestawienia ze zbyt wysokim poziomem formalności i dopra(c/s)owania już zupełnie mnie nie bawią. Budowanie niewidzialnej bariery strojem też nie jest do końca takie fajne jak mogłoby to się wydawać. Wole jednak gdy ludzie z którymi mam kontakt, mają szansę dostrzec z za mojego "uniformu" również i mnie.

Nie oszukujmy się, nie ma obecnie zbyt wielu miejsc, gdzie trzeba ubrać się w jakiś określony sposób. Wielkie Luzowanie Krawata jest już faktem i jest to zjawisko z którym zrobić można mniej niż ze stale ocieplającym się klimatem. Po więcej odnośnie tego pierwszego odsyłam zresztą do bardzo dobrej książki "Nienaganny", autorstwa Przemysława Baciągi. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich amatorów męskich szmatek.

Oczywiście, rzeczy które tu obecnie prezentuje wciąż mogą wydawać się niecodzienne, a być może i ekscentryczne, na pewno jednak już nie w takim stopniu, albo przynajmniej nie w taki sposób, jak na początku mojej blogowej zabawy z klasyką. Mniej tu też sztywnych zestawień, choć same pozy jakby trochę bardziej. Na całe szczęście zawsze mogę zasłonić się faktem, że nie jestem modelem lub tym, że akurat bolały mnie plecy. No i przede wszystkim czuję, że z jednej strony te rzeczy wciąż współgrają ze mną, z drugiej zaś nie przekraczają pewnej granicy akceptacji społecznej, a przez to być może również stanowią inspirację i dodatkowe zielone światło dla wszystkich tych, którzy chcieliby spróbować, ale wciąż nie wiedza, z którego miejsca zacząć. Wydaje mi się, że to nieco lepsza opcja niż terapia szokowa i przesuwanie granicy za pomocą koktajli Mołotowa w butelkach po Dom Perignion.

Z czasem też znacznie bardziej zacząłem cenić spójność, uniwersalność i jakość niż ilość rzeczy w mojej szafie. Oczywiście bycie outsmart wciąż napędza moje zakupowe wybory, ale znacznie mniej w tym nieuzasadnionej spontaniczności i nieprzemyślanych decyzji.

Jeśli podobnie jak ja, w tym miejscu zgubiliście wątek, śpieszę z pomocą. W swoim wywodzie zmierzam do stwierdzenia, że z każdym kolejnym miesiącem mojej przygody z tą całą modą męską, odnoszę wrażenie, że rozumiem coraz więcej rządzących nią mechanizmów przy jednocześnie rosnącym stale do niej dystansie i co najważniejsze, że wciąż, pomimo wysypu blogowych autorów i ich treści, duża część kart pozostała do odkrycia. W związku z tym, czasem miałbym ochotę po prostu coś o tym napisać, swoim językiem i ze swojej perspektywy. Bez szukania wymówek i pretekstów w postaci prezentowanych zestawów. 

A że stoimy już praktycznie jedną nogą u progu kolejnego roku, zebrało mi się na małe przemyślenia i siłą rzeczy, na podsumowanie dotychczasowej aktywności. Przyszły rok na blogu zapowiada się więc nie tylko pod znakiem nieformalnej elegancji, ale także pewnej ilości ekhm, ekhm, okołofelietonowych treści. A jeśli wszystko podąży w odpowiednim kierunku, będzie to początek większych zmian.

Oczywiście, o tych wszystkich, którzy po prostu lubią tę estetykę i od czasu do czasu biorą stąd coś dla siebie, też pamiętam i zapomnieć nie zamierzam.