Obsługiwane przez usługę Blogger.

Pitti Uomo 91 - Moje Zestawy

Zdjęcie autorstawa Adama Katz Sidinga, autora Le21eme i jednego z najbardziej znanych fotografów zajmujących się dokumentowaniem mody ulicznej.

91 Pitti Uomo, a zarazem 5 na którym miałem przyjemność być, już za nami, pora więc na małe podsumowanie. Zastąpi ono dotychczas pojawiającą się na blogu fotorelację, co zresztą zapowiadałem Wam już przy okazji "sprawozdania" z ostatniej, letniej edycji. Spokojnie, oprócz moich przemyśleń pojawi się też przegląd trendów oraz nieco zdjęć. Zanim to jednak nastąpi, dziś, tytułem wprowadzenia, szybka prezentacja tego co miałem na sobie podczas targów. 

Tym razem na Pitti spędziłem tylko dwa, z czterech targowych dni. Z racji tego, że po drodze zawiodło kilka czynników, na które spuszczę na razie zasłonę milczenia, a także z powodu wyjątkowo niskich temperatur (była to najzimniejsza edycja PU, ze wszystkich trzech zimowych, na których byłem do tej pory) bazą obu zestawów okazał się być mój nowy, "emteemowy" wełniany płaszcz, uszyty przez polską markę MILL'S. Swoją drogą, bardzo dobrze się stało, bo tak jak przypuszczałem już przed wyjazdem, ulstery i płaszcze polo okazały się być jednym z najbardziej zauważalnych trendów tej edycji targów. Mój co prawda nie posiada charakterystycznej dla nich kontrafałdy zamiast pojedynczej szlicy (rozporka / rozcięcia) oraz rozcięcia z naddatkiem materiału powyżej pasa, ale nawet pomimo tych "braków" uważam go za bardzo udany projekt. Więcej na temat samego płaszcza oraz procesu jego powstawania będziecie mogli przeczytać na blogu już wkrótce w osobnym poście, teraz zaś skupię się na pozostałych elementach prezentowanych zestawień.

Na zdjęciu wraz z pozostałymi muszkieterami z podcastu o męskich szmatkach i stylu ("Gadka Szmatka"), tj. kolejno z Mikołajem z bloga Blue Loafers oraz Szymonem z All Tied Up.

Pomimo zastosowania jednego okrycia wierzchniego, oba zaprezentowane zestawienia różnią się dość mocno między sobą. Zestaw z dnia pierwszego jest bardziej zachowawczy, a przez to lepiej sprawdzać się będzie w większość codziennych sytuacji, ten z dnia drugiego natomiast skręca już delikatnie w stronę zabawy konwencją placyku i jest bez wątpienia znacznie bardziej "dandy". Jak myślicie, który cieszył się większym zainteresowaniem? Przyznam, że dla mnie to bez większego znaczenia, a to co jest dalece bardziej interesujące, to fakt, że mieszając poszczególne elementy zestawień z obu dni otrzymamy kilka ciekawych i wciąż użytecznych wariantów pośrednich.



DZIEŃ I

Pierwszego dnia pod płaszczem wylądowała biała, flanelowa koszula z długim kołnierzykiem button down (Miler Menswear*), na niej zaś, uszyta przez znajomą krawcową, jednorzędowa kamizelka z wełnianej tkaniny w kratę club gun check, pozyskanej ze starej spódnicy wprost ze sklepu z odzieżą z drugiej ręki. Co prawda owa krawcowa przejęła się powagą sytuacji i zaserwowała kamizelce nadprogramowy, siódmy guzik, ale wbrew moim początkowym obawom, nie wygląda to nawet specjalnie źle. Rzecz jasna, kamizelka nie prezentuje się tak samo zjawiskowo jak mój "majstersztyk", ale co tam i tak będę ją nosił.


Spodnie to kolejny popis umiejętności krawieckich, a w tym przypadku raczej dowód na ich brak lub w najlepszym wypadku, chwilowy zanik. Zakupiłem je w trakcie trwających właśnie zimowych wyprzedaży (H&M), a ponieważ wymagały dopasowania, postanowiłem poddać je standardowym, własnoręcznym przeróbkom. O ile ze zwężeniem w pasie nie miałem większego problemu, o tyle skrócenie i dopasowanie nogawki w łydce, nieco mnie tym razem przerosły, czego efekty możecie zresztą podziwiać na zdjęciach. Na dniach muszę zabrać za ich naprawę, bo spodnie wykonane są całkiem starannie, a lekko szorstkawa, wełniana tkanina zapowiada się dobrą opcją na niższe temperatury, głupio byłoby więc czekać z tym do wiosny.

A teraz wyliczanka.
Na stopach wylądowały moje ulubione, ciemnobrązowe, podwójne monki Yanko (306 Niger)*, pod szyją granatowy szantung od Poszetka.com, na dłoniach, na przemian z brustaszą płaszcza natomiast, pozbawione podszewki rękawiczki samochodowe napo gloves. Wełniany szalik, to kolejny wyprzedażowy zakup z H&M, torba to prezentowany już na blogu weekender Lancerto.



DZIEŃ II

Tym razem zamiast koszuli białej, mamy jej szary odpowiednik (również od Miler Menswear*), wykonana z tweedu kamizelka zaś to oferowany obecnie przez Szarmanta, model Glenroyal. Wydaje mi się, że ta kamizelka prezentuje się lepiej na mężczyznach o dłuższych od mojego korpusach, tak czy inaczej, skróciłem ją górą o "dobry centymetr", a dla większego komfortu użytkowania dodałem również u dołu dwa boczne rozcięcia. Nie chcę przez to dać do zrozumienia, że z kamizelką tą w wersji wprost z wieszaka jest coś nie tak, bo nie jest i ostatnio naprawdę często ją użytkuję, bardziej chodzi mi o to, że coraz lepiej rozumiem swoją sylwetkę i rozwiązania dla niej korzystne. Myślę, że jest to umiejętność warta rozwijania, zwłaszcza, że bez niej żadne ubranie poddawane krawieckim poprawkom, czy też nawet szyte od początku jako MTM (szycie pasowane) lub Bespoke (szycie miarowe), nie będzie leżało zgodnie z naszymi, często niemożliwymi do realizacji, oczekiwaniami. Jednocześnie nie znaczy to wcale, że dzięki temu udaje mi się uniknąć wszystkich wpadek na tym polu.



Spodnie to moleskin w kolorze złamanej bieli od Benevento*, prezentowany już we wpisie o zdystansowanym podejściu do zasad. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku spodni z pierwszego dnia, także i w tych pozwoliłem sobie na małe, samodzielnie wykonane, zmiany. Przywróciłem im pięciocentymetrowe manszety, a także odwróciłem kierunek zakładek. Los manszetów nie jest jeszcze przesądzony, ale zakładki skierowane do wewnątrz zostają. W kolejnej parze chętnie spróbowałbym jeszcze rozwiązania z podwójnymi zakładkami, również skierowanymi do wewnątrz. 

Także i tym razem mój obuwniczy wybór padł na kolejny egzemplarz od Patine.pl*, z tą różnicą że zamiast monków wybrałem trzewiki (Yanko 525VH Burdeos). Zamiast weekednera dla odmiany mniejsza, ale wciąż mieszcząca powerbank i aparat, torba codzienna marki Miler Menswear*. Pod szyją kolejny szantung od Poszetka.com, poszetka tej marki znalazła się również w brustaszy płaszcza. Rękawiczki i czapka to dawne nabytki z H&M. Wisienka na tym koordynacyjnym torcie, czyli cienki wełniany szalik pochodzi z wyprzedaży we włoskim odpowiedniku Massimo Dutti, czyli Gutteridge. Co prawda zbliżony to tego model miałem na swojej zakupowej liście już od dość dawna, ale nie spodziewałem się, że w mojej ręce wpadnie akurat drugiego dnia targów, w  drodze do Fortezza da Basso. Jest to więc element zupełnie przypadkowy dla tego zestawienia, aczkolwiek bardzo dobrze z nim współgrający.

Tym razem "tylko" z Szymonem z All Tied Up.
Wszystkie zdjęcia, jeśli nie oznaczono inaczej, zostały wykonane przez Patiness


________________________________________________________________
 - we wpisie znajdują się linki afilacyjne oznaczone "*"
 - produkty marek oznaczonych pogrubieniem otrzymałem od nich nieodpłatnie  


Brak komentarzy