Obsługiwane przez usługę Blogger.

Drugie życie pewnej marynarki


Nie od dziś jestem fanem nie tylko samego recyklingu, ale również upcyklingu, czyli formy "przetwarzania wtórnego odpadów, w wyniku którego powstają produkty o wartości wyższej, traktowane jako wartościowe (...)". W szmatkach ten proces może mieć także sens i miejsce i wcale nie musi ograniczać się do mielenia znoszonych i niechcianych ubrań.

Ponad rok temu w moje ręce wpadła przyduża, wełniana marynarka w beżowo-brązową kratę gun club check. Wydała mi się jednak na tyle interesująca i ładna, że postanowiłem poświęcić jej nieco więcej uwagi. Bez większej nadziei na sukces (stąd też brak zdjęć stanu sprzed przeróbek), kierowany głównie ciekawością, poddałem ją w tym czasie kilku istotnym modyfikacjom, tak aby dopasować ją zarówno do mojej sylwetki jak i upodobań oraz obecnie panujących standardów w marynarkowej materii. Dziś przyszła pora na małe podsumowanie tej zabawy.


   
Marynarka marki Licona pochodzi prawdopodobnie z przełomu lat 70. i 80., wykonana została zaś z wełnianej tkaniny o średniej gramaturze, na pełnej, wiskozowej podszewce. Jej oryginalny rozmiar to coś w okolicach współczesnej "50". Posiadała umiarkowane wkłady piersiowe oraz wypełnienie ramion. Nie posiadała natomiast ani jednego szlica. Dla równowagi natomiast miała bardzo ładną kozerkę i ukryty potencjał.


Poprawki dokonywane były stopniowo, na przestrzeni roku, rękami krawcowej jak i moim własnymi. Na samym początku, pozbyłem się zbędnego wypełnienia i wkładów oraz podszewki z pleców. Następnie rozprułem plecy, aby oszacować czy z nadmiaru tkaniny uda się wygospodarować choć jeden szlic (rozcięcie). Zebrałem także nadmiar tkaniny w barkach, powstały po usunięciu wypełnień. Tu i tam jeszcze ją pospinałem szpilkami i z tak rozbebeszoną marynarką wybrałem się do krawcowej. Jej zadaniem było ponowne zszycie barków oraz pleców z uwzględnieniem szlica. Następnie marynarka została lepiej dopasowana do mnie w korpusie i w rękawach. Przeróbki nie ominęły także samych klap, których mocny łuk został znacząco wygładzony. W tym celu musiałem pozbyć się butonierki (na szczęście nie była przecięta) i jakoś do teraz nie mogę zabrać się za jej rekonstrukcję. Ostatnim etapem prac było wszycie rękawów, oraz obszycie lamówkami wszystkich, odsłoniętych po usunięciu podszewki, wewnętrznych szwów. 


Tak przerobiona marynarka prezentowała się już całkiem dobrze, ale do akceptowalnego dla mnie stanu brakowało jej jeszcze kilku stylistycznych poprawek. W związku z tym,  samodzielnie zmniejszyłem lekko obwód rękawów oraz ponownie je wszyłem, poprawiłem linie taliowania, a także zmieniłem kształt rozwarcia marynarki dołem. Z tej ostatniej poprawki jestem zresztą najbardziej zadowolony, dzięki niej marynarce poprawił się balans przód-tył, a także stała się optycznie lżejsza. Kule rękawów oraz sposób ich wszycia, to natomiast coś, co wciąż budzi moje zastrzeżenia, ale jednocześnie nie wygląda na tyle źle, bym jej nie użytkował w ogóle. 


Finalny kształt, który udało się nam uzyskać, to coś co przy ogromnej dozie optymizmu i po wypiciu znaczącej ilości jakiegoś mocniejszego trunku, można by porównać stylistycznie np. do koreanśkiego Vanni. Bardzo mnie zresztą cieszy taki obrót spraw i fakt, że pomimo początkowego sceptyzmu, projekt ten udało się doprowadzić do takiego kształtu. Zdaję sobie przy tym sprawę, że marynarce daleko do ideału, ale mając na uwadze stan wyjściowy, uważam, że udało się nam zrobić w tej materii naprawdę dużo. 

Ciekaw jestem, czy i Wy podejmowaliście się takich karkołomnych przeróbek, a jeśli tak, jaki był ich efekt?

Zdjęcia zestawu z udziałem tj marynarki znajdziecie w poprzednim poście, czyli TUTAJ.