Obsługiwane przez usługę Blogger.

Co, gdzie i jak, czyli o tym skąd i dlaczego...

Wbrew pozorom, daleko mi do klasycznej elegancji, a w szafie, na chwilę obecną, mam tylko jeden garnitur i to w dodatku, w kolorze bordowym... ( co nie znaczy, że pewnego dnia nie będę miał ich więcej ; ) ) 
Estetyka najbliższa mojemu sercu to zdecydowanie smart casual okraszony nutką nonszalancji, balansujący między bruklińską zadziornością, a włoskim luzem. Ale to wszystko już wiemy, tudzież możemy się tego domyślić z treści poprzednich postów, a jak się zaczeło?

Otóż, jakieś dwa lata temu, znudzony ciągłym noszeniem przyciasnych dżinsów i koszul w kratę (z grubsza, stylem indie-streetowym, zwanym obecnie "hipsteriadą"), zacząłem szukać nowych inspiracji. Nie znaczy to wcale, że wcześniej nie miałem własnej "ciuchowej intuicji", bo od dziecka lubiłem się ubierać, z niecierpliwością czekałem także na kolejne bale przebierańców ; ), potrzebowałem jednak świeżego spojrzenia na siebie oraz zmiany kąta patrzenia na świat. Zwłaszcza, że na horyzoncie majaczyła wizja ukończenia ćwierćwiecza.

Nie oszukujmy się, ale to jak wyglądamy, ma olbrzymie znaczenie na to jak postrzegają nas inni, jakie metki do nas przypinają, a co za tym idzie, jak się do nas odnoszą.  Nie znaczy to wcale, że całe swoje życie należy podporządkować wyglądowi zewnętrznemu, bo jest to co najmniej nierozsądne rozumowanie, ale w dzisiejszym świecie, "jak cię widzą, tak cię piszą" nieustannie bierze górę nad "nie oceniaj książki po okładce", a z racji braku czasu na dogłębną analizę, "metkujemy" bez zastanowienia wszystko na swej drodze.

Wracając do historii poszukiwań nowego stylu.
Zbiegiem okoliczności trafiłem na  The Style Blogger i w dużym skrócie rzecz ujmując, tak to się właśnie zaczęło ;  ) Przez całą noc przeglądałem wszystkie archiwalne wpisy, trafiając w coraz to nowe zakamarki męsko-modowego interentu. Tak też dowiedziałem się o Pitti Uomo, czyli największych na świecie, odbywających się dwa razy w roku, w Florencji, targach (nie tak znów) klasycznej mody męskiej.

Oraz o Nick'u Wooster'ze, którego styl bardzo lubię i uważam za niezwykle inpirujący z racji bogactwa formy i niemałej odwagi "nosiciela" ; )
Pomysł był, inpiracje również, przyszła więc pora na wcielenie tego wszystkiego w życie. I tu zaczęła się zabawa w bieganie z zamkniętymi oczami po plantacji kaktusów. No może nie było aż tak źle, ale wszystkiego musiałem się samodzielnie nauczyć i dowiedzieć (z wiązaniem krawata włącznie, o układaniu poszetki nawet nie wspominając ; )) W tej kwestii polecam blog Mr. Vintage, znajdziecie tam dużo przydatnej wiedzy (też zdarzyło mi się z niej korzystać ; ))
Nigdy nie byłem przychylnie nastawiony do wydawania dużych ilości pieniędzy na ubrania, zwłaszcza, że od dziecka "inwestowałem" większość swoich oszczędności w różnego rodzaju sprzęt muzyczny, ponadto nie ma co się oszukiwać, ale zawsze były istotniejsze wydatki niż ciuchy. Z drugiej strony lubiłem poczucie bycia w harmonii z tym co mam na sobie. W związku z tym, naturalną koleją rzeczy było szukanie alternatywnych sposobów pozyskiwania odzieży ( legalnych sposobów; ) ).
Od momentu pójścia na studia do Poznania (pochodzę z Przemkowa, liczącej 6 tyś. mieszkańców, miejscowości w woj. dolnośląskim) i odkrycia wyprzedaży w sieciówkach, pole manewru znacznie się powiększyło. Wcześniej, w dużej mierze, bazowałem na second handach oraz przeróbkach nabytych tam skarbów ("tiry na tory, faceci do lumpeksów!" serio, śmiało i bez krempacji!). 
Obecnie moją szafę kompletuję korzystając z :

1. WYPRZEDAŻY  - odzież co prawda znacznie bardziej przebrana (w stosunku do regularnej kolekcji), ale w cenach niższych do -70% (a czasami nawet więcej; ) )

2. INTERNETU:
a) jak Allegro.pl - dużo szukania i jeszcze więcej wprawy, ale korzyści nie mniejsze niż zakupy na wyprzedażach.
b) Sklepy internetowe - rozwój interentu niesie za sobą także rozwój handlu w tymże, pozwalając na zakupy w zagranicznych sklepach bez potrzeby wychodzenia z domu. Także tutaj ceny potrafią mile zaskakiwać.

3. SH / SECOND HAND, a po polsku LUMPEKS ; ) - tutaj koncentruję się głównie na dodatkach typu krawaty, poszetki, chusty itp. itd., ale możliwości są znacznie większe. Standardowo kluczem do sukcesu jest cierpliwość i wytrwałość ; )

Mam nadzieję, że ta (nieco przydługa) opowieść zainspiruje Was do wybrania się we własną podróż w poszukiwaniu stylu. W końcu nie bez przyczyny " w kobiecych ciuchach chodzi o modę, w męskich o styl" ; )

12 komentarzy

  1. U mnie także chęć wyindywiduaklizowania się z rozentuzjazmowanego tłumu za pomocą stroju przejawiała się już od najmłodszych lat. Okres liceum pozwolił mi na pierwsze eksperymety, z których do dziś się śmieję. W kwestii internetowych autorytetów u mnie pojawiły sie te same blogi, ale w odwrotnej kolejności :)

    Co do filozofii zakupów moja natura dusigrosza pchnęła mnie w ramiona sklepów z używaną odzieżą, które trzymają mnie tak mocno, że prawie nie bywam w sklepach stacjonarnych. Zgodze się jednak, że sklepy interentowe i wyprzedaże są bardzo rozsądnym sposobem kompletowania garderoby :)

    Pozdrawiam :)

    PS: Ja też mam tylko jeden garnitur, ale mam gorzej, bo mój jest czarny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem Secondhand Dandy masz lepiej. Bo przynajmniej masz jeden strój wieczorowy (ciemny jednolity garnitur). Natomiast za dnia wygląda on zapewne słabo.

      Usuń
    2. Na strój wieczorowy wybieram raczej kombinację nieformalnego smokingu, składającą się z granatowej welwetowej marynarki i spodni od tego garnituru. Fakt, za dnia czerń wypada dosłownie blado, ale jestem nieustępliwy w poszukiwaniach dziennego garnituru :)

      Usuń
  2. Bardzo miło się czytało tą 'nieco długą opowieść' ;)

    Pozdrawiam, Angela

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozdrowienia i słowa wsparcia od prawie krajana, bo chocianowianina- small world, obecnie częstochowianina:)Twój styl jest super! Powodzenia w konkursie!

    OdpowiedzUsuń
  4. A jakie poznańskie second handy byś polecił? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. hm, chyba na przyszłość powinieneś pisać trochę więcej. Twoje posty są nieziemskie i czyta się je/ogląda z prawdziwą przyjemnością(serio, gdyby książki do biologii były napisane z taką samą lekkością, doprawdy rozmnażanie u sosen i przepływ energii w ekosystemie zrozumiałabym od razu :)

    btw. Co takiego studiujesz w Poznaniu? Może coś na Akademii Muzycznej??

    A.

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny włoski styl. Świetne zdjęcia. Pozdrawiam http://become-icarus.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoje uwielbienie co do szalików/chust/apaszek kojarzy mi się z postacią Chucku Bass'a z Gossip girl,ponieważ on także uwielbiał swój tzw.znak firmowy mianowicie szalik : ) Znasz być może ten serial ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę twarz tego aktora, ale serialu nigdy nie widziałem ...może powinieniem zmienić zatem ten stan rzeczy? ...kto wie, kto wie ; )

      Usuń
  8. Podbijam pytanie o poznańskie second handy.....?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Św. Marcinie są 3, jeden przy placu Bernardyńskim, jeden na Jeżycach (za Zusem, w stronę Rynku Jeżyckiego) ...ale mój ulubiony jest w... Zielonej Górze ; ) !

      Usuń