Obsługiwane przez usługę Blogger.

Lniana marynarka z usuniętą podszewką (oraz po kilku innych poprawkach)


Projektanci, konstruktorzy lub też po prostu wizjonerzy odpowiadający za sieciówkowe kolekcje niejednokrotnie zaskakują swoją kreatywnością. Jednym z przejawów takiej niepohamowanej inwencji twórczej jest np. nikomu nie potrzebna, często wykonana ze sztucznych, pogarszających oddychalność materiałów, podszewka w marynarkach typowo letnich, jak chociażby w mojej lnianej.

Marynarka o której mowa, pochodzi z kolekcji marki Zara, a zakupiona została kilka lat temu. Posiada bardzo ciekawe, klasyczne proporcje i detale stylistyczne, takie jak chociażby nisko umieszczony guzik i szerokie klapy, zupełnie nie pasujące do głównego nurtu kolekcji hiszpańskiego giganta odzieżowego, a na dodatek tkaninę wierzchnią wykonaną z lnu sygnowanego metką włoskiej marki Marzotto. Najwidoczniej jednak nie tego szukają klienci Zary, bo w trackie tamtego pamiętnego sezonu (pochodzi z czasów kilku "blogerskich" modeli marynarek) nie cieszyła się zbyt dużym zainteresowaniem, a i cena za jaką ją nabyłem podczas wyprzedaży była co najmniej niska.

Oczywiście marynarka posiadała również swoje słabsze strony. Oprócz wspomnianej we wstępie "plastikowej" podszewki korpusu (mieszanka złego poliestru z nieszkodliwą, aczkolwiek niepotrzebną w tym przypadku wiskozą), wypełnienie ramion przywodziło na myśl Grunwald, a jej stopień dopasowania, zarówno w korpusie jak i rękawach, problemy z nadmiernym łaknieniem. Przed rozpoczęciem tegorocznego letniego sezonu, postanowiłem jednak z nimi powalczyć.


Prawdę powiedziawszy, wypełnieniu ramion wypowiedziałem wojnę już rok temu, co zresztą możecie zobaczyć TUTAJ.  Dopiero teraz jednak zdecydowałem się na ich samodzielne wyprucie i ponowne ręczne wszycie, niwelując w ten sposób ilość pozostałego po "poduszkach" nieestetycznie wystającego materiału. Wszystkich zainteresowanych przeprowadzeniem podobnego zabiegu pragnę w tym miejscu poinformować, że zdecydowanie lepsze rezultaty daje szycie ręczne zamiast maszynowego. Oczywiście pochłania też znacznie więcej czasu, zwłaszcza niewprawionemu osobnikowi. Mi pochłonęło go mnie więcej "dużo".

Drugim istotnym zabiegiem było usunięcie jak największej ilości podszewki. Sam proces nie był ani specjalnie trudny, ani czasochłonny, należało jednak uważać by nie uszkodzić tkaniny zasadniczej. Korzystając z okazji, że efektem ubocznym było odsłonięcie szwów, postanowiłem również wytaliować korpus, zarówno szwami bocznymi jak i środkowym, dzielącym materiał pleców na dwie połowy. Swoja drogą jest to stosunkowo prosty zabieg, który wykonałem w większości swoich marynarek i który, moim zdaniem, nadaje im ładnego i bardziej "trójwymiarowego" kształtu. Podkreślenie linii pleców zamienia je z nieociosanego kawałka drewna, w... ładny kawałek drewna.

Wracając jednak do podszewki. Marynarki z półpodszewką, w odróżnieniu od tych zaopatrzonych w podszewkę pełną, posiadają zazwyczaj większą ilość materiału zasadniczego po wewnętrznej stronie korpusu celem zakrycia wszystkiego tego co stanowi ich "wnętrzności". W tym przypadku musiałem iść na kompromis, zostawiając pewną ilość podszewki jako alternatywę dla "półpodszewkowego" rozwiązania. Rzecz jasna mogłem zdecydować się na wszycie w miejsce podszewki lnu, ale uznałem, że jest to zabieg zdecydowanie zbyt skomplikowany, zwłaszcza że był to mój debiut jeśli idzie o tak poważne ingerencje krawieckie i nawet bez tego uznaję go spore wyzwanie. Dodatkowo miałem na uwadze wewnętrzne kieszenie osadzone w materiale podszewki, których bez wątpienia nie chciałoby mi się odtwarzać.


Jak już wspomniałem powyżej, wyprucie podszewki odsłoniło szwy oraz wnętrzności marynarki, które z całą dobitności pokazały, że jest to produkt masowy, w procesie produkcji którego decydująca rolę odgrywa czas, albo raczej permanentny jego brak. W związku z tym zdecydowałem się na mała estetyzację tej przestrzeni przez zastosowanie kolorystycznie dobranej lamówki. Zabieg ten miał również swój utylitarny cel, tj. zahamował strzępienie surowych i nie obrobionych do tej pory w żaden sposób krawędzi tkaniny. A że było mi jeszcze mało, postanowiłem rozpruć również podszewkę rękawów i zwęzić je nieco na całej długości.

Podsumowując, nie jest to może zabieg najtrudniejszy, ale zdecydowanie czasochłonny. Zwłaszcza jeżeli zdecydujemy się na estetyczne obszycie wszystkich odsłoniętych szwów lamówkami. Ta część trwa najdłużej, na szczęście, jednocześnie daje najwięcej satysfakcji po ukończonej pracy.

Na zdjęciach marynarka przed i po ponownym wszyciu rękawów. Widoczne jest również nieco mocniejsze taliowanie. Braku podszewki niestety nie widać.

Efekt finalny swoich działań uznałem za udany do tego stopnia, że postanowiłem zabrać przerobioną marynarkę ponownie do Florencji na targi Pitti Uomo, co zresztą chyba się opłaciło, bo to właśnie w niej zostałem uchwycony wraz z Patrycją z Patiness.com między innymi przez fotografa brytyjskiego Vogue (cała galeria TUTAJ)
Sam zestaw pojawi się także w osobnym poście na blogu już niebawem.

Photo by Getty 

***Zdaję sobie sprawę, że opis ten nie stanowi typowego poradnika "krok po kroku", ale jeśli będziecie mieć jakieś pytania odnośnie tego tematu, zapraszam do zostawiania ich w komentarzach pod postem, w miarę możliwości i wiedzy, chętnie odpowiem. Natomiast jeśli jeszcze kiedyś zdecyduję się lub zostanę zmuszony do wykonania podobnego zabiegu, postaram się o pełną dokumentację z przebiegu oraz dokładniejszy opis samego procesu.***

Brak komentarzy