Obsługiwane przez usługę Blogger.

Francuski kloszard, czyli moje spojrzenie na "streetwear"

Kiedyś padło na tym blogu stwierdzenie, że "każdy ma takie streeatwear jaki sobie wymyśli" i pomimo tego, że nie jest ono mojego autorstwa, bardzo do mnie przylgnęło. Bardzo lubię myśleć o pewnych ograniczeniach narzucanych przez ogólnie przyjętą konwencję w ramach określonej estetyki, a co za tym idzie, zmniejszających pole manewru w poszukiwaniach własnego stylu. A przynajmniej tak się na pozór wydaje.


Szufladkowanie, to oprócz bezkrytycznego chłonięcia wszystkiego co napotkają nasze spragnione stylowych inspiracji oczy, jedna z największych pułapek na drodze rozwoju własnej estetycznej wrażliwości w obrębie odzieży i ubioru. Moda męska ulega ciągłym przemianom i to co sprawdzało się, a nawet stanowiło kanon kilkadziesiąt lat temu, obecnie niejednokrotnie straciło na aktualności i oderwane od pierwotnego kontekstu nie wzbudza już podziwu, a raczej uczucia ze zdecydowanie mniej pożądanego kręgu. Dla jasności, nie zachęcam tym samym do odrzucenia wszystkich zasad i pozbawionych zdrowego rozsądku eksperymentów, ale do nieco bardziej otwartego podejścia do tematu. W moim odczuciu, jednym z zadań ludzi zajmujących się szeroko pojętą modą męską jest zdystansowane podejście i próba jak najbardziej rzeczowego przetłumaczenia zagadnień z nią związanych na język współczesnego świata. 

Wybaczcie w tym miejscu nieadekwatnie dużą ilość taniego patosu, ale musiałem to z siebie wyrzucić. Warto abyście znali moje podejście, a tym samym zaplecze dla prezentowanych tu zestawów. Tyle tytułem wprowadzenia, pora przejść do sedna.



ZESTAW

Nie od dziś ogromny wpływ na moje myślenie o klasycznej modzie męskiej ma estetyka prezentowana kilka lat temu przez nieodżałowanych paryskich bliźniaków z Les Freres Jo. Niestety, starego bloga zamknęli, a obecnie prezentują odmienną, aczkolwiek stanowiącą w jakimś stopniu kontynuację tamtej, minimalistyczną, streetwearową estetykę. Nie mogę więc przekierować was do konkretnego miejsca, ale zapraszam do samodzielnych poszukiwań. 

W związku z tym, lubię od czasu, do czasu mierzyć się z tym wyzwaniem i tworzyć zestawienia inspirowane tamtymi, gdzie o sile nie decyduje bogactwo detali i dodatków, a prostota i oszczędna forma, całość zaś umiejscowiona jest gdzieś na styku klasycznego i nowoczesnego podejścia do mody męskiej. Tak też było w przypadku tej, zupełnie nieplanowanej, pięciominutowej sesji zrealizowanej podczas mojej ostatniej wizyty we włoskim Turynie. 


Granatowy trencz, biały t-shirt, szare spodnie, granatowa czapka i brązowe, zamszowe buty, koniec. Co prawda, nieco lepszy efekt osiągnąłbym zamieniając oksfordy na gumowej podeszwie na moje niebieskie tenisówki Axel Arigato (poglądowe zdjęcie, na dole wpisu), niestety, walizka ma swoje ograniczenia, tak pojemnościowe jak i wagowe, a ja, jak już wspominałem, zupełnie nie planowałem wykorzystywania ich w żadnym z jesiennych zestawów (teraz będę musiał się nad tym zastanowić). Poza tym, w tym zestawieniu, to właśnie buty przeciągają całość nieco bardziej w stronę klasyki. To co jednak moim zdaniem stanowi jedyny, prawdziwy zgrzyt, to zbyt jasny odcień szarości skarpet. Między innymi właśnie ten zestaw miałem na myśli w części Skarpety, a kolor spodni poprzedniego, traktującego o doborze skarpet do ubioru, wpisu. Swoją drogą, wpis cieszy się rekordową popularnością, ja zaś cieszę się, że ta tematyka budzi wśród Was tak żywe zainteresowanie. Dziękuję.


photos Patiness

Axel Arigato 

Brak komentarzy