Obsługiwane przez usługę Blogger.

Summer's (pop)over


Co prawda własnych dwóch kółek jeszcze nie posiadam, ale biorąc pod uwagę ilość zabawy, którą dostarcza mi każdorazowe dosiadanie jednośladu zaopatrzonego w silnik spalinowy, przeczuwam, że niedługo ten stan rzeczy ulegnie zmianie.

Jeśli w tym miejscu spodziewaliście się informacji o współpracy z jakąś marką motoryzacyjną, muszę Was rozczarować. Sesję zrealizowaliśmy podczas wypoczynkowego pobytu we włoskim nadmorskim miasteczku Senigallia. Zdarza się nam na takich wyjazdach wypożyczać skuter i pokonywać mniejsze i większe odległości w poszukiwaniu ciekawych miejsc. Musze przyznać, że taki sposób zwiedzania sprawia mi niesamowicie dużo frajdy, choć zdarzają się również sytuacje, w których o dobrej zabawie nie ma mowy, a które dopiero po jakimś czasie stają się całkiem niezłymi anegdotami. Ostatnio w Chorwacji na ten przykład źle wykalkulowaliśmy ilość czasu potrzebnego na objechanie Półwyspu Paljesiac i droga powrotna po górskich serpentynach minęła nam pod znakiem ciemności, z którymi kompletnie nie radziło sobie oświetlenie naszego, mocarnego rumaka (Piaggio Typhoon 50ccm), a także niezwykle intensywnego, przeszywającego wiatru. Jeśli jeszcze tego nie próbowaliście, serdecznie polecam. 

Przyznam szczerze, że sesja ze skuterem chodziła mi po głowie już od dłuższego czasu. Oczywiście realizacja takowej nie jest jakimś wielkim problemem, ale dodatkowym warunkiem była jej realizacja w "naturalnym" dla jednośladów otoczeniu. Korzystając zatem z okazji, że taki skuter mieliśmy akurat na podorędziu, nie mogłem przegapić tej szansy. 


ZESTAW

W ramach ciekawostki, prezentowany dziś zestaw jest bardzo zbliżony, do tego co miałem na sobie podczas opisanej na wstępie "chorwackiej wycieczki" i o ile w przypadku upału radził sobie świetnie, a tyle przy intensywnym zimnym wietrze... nie mogłem narzekać na brak wrażeń. Zarówno koszula jak i kurtka wykonane są w 100% z lnu, spodnie natomiast z jego mieszanki z bawełną. Kurtkę polową prezentowałem już w tym wpisie i od tego czasu nic specjalnie się nie zmieniło, dalej ją lubię i z przykrością odwieszam ją do szafy na najbliższe pół roku. Koszula, to model, którego polskiej nazwy nie znam i nie mam pewności czy w ogóle istnieje, angielska nazwa natomiast to "popover shirt". Pisałem już o niej we wpisie "Czas na popover" mniej więcej rok temu i także tutaj nic nie uległo zmianie, w dalszym ciągu jest praktycznie niedostępna w Polsce. Zwłaszcza jeżeli zależy nam na tym, żeby była wykonana na w miarę przyzwoitym poziomie. Moja nie jest. Tkanina z której została wykonana jest co najwyżej średnia, a kołnierzyk wygląda jakby był w fazie zaniku (jest to zwłaszcza widoczne przy przypiętych wyłogach). Podobnie zresztą wyglądała kwestia dopasowania, tj. praktycznie nie istniała, ale tutaj wystarczyło samodzielne taliowanie. Nie ma co się jednak specjalnie dziwić, w końcu kupiłem ją w H&M, rzecz jasna na wyprzedaży.

Dla ciekawych marki butów natomiast, są to prezentowane już kilkukrotnie na blogu tassel loafersy marki Yanko od Patine.pl. W przeciwieństwie do butów ze skóry licowej, te udało mi się rozchodzić bardzo szybko i bez większych problemów. Jest to niewątpliwie jeden z powodów dla którego, z sezonu na sezon, jestem coraz większym fanem zamszu, i to nie tylko latem, o czym zresztą będziecie mieli wkrótce okazję się przekonać.


photo. Patiness

Brak komentarzy