Obsługiwane przez usługę Blogger.

2 in 1 that's indie time!

Staropolskim obyczajem wpadam na bloga swego, traktowanego po macoszemu, pędem. Prawdę mówiąc / pisząc,  wpadam od połowy tygodnia i aż do tego momentu bez skutku większego. No cóż, nie dla mnie "praca na 3 etaty plus wieczorne zbieranie szparagów", cytując krytyczny komentarz pod jednym z artykułów o zarobkach topowych blogerów. Po co o tym wszystkim piszę? Otóż tytułem wstępu. I to nie byle jakiego wstępu. Dziś zabieram Was w podróż do mojej odzieżowej przeszłości.



Ok, wystarczy tego lania wody i to do dość mętnej, w dodatku. Tak naprawdę, korzystam z okazji i rozpisuję się przed powrotem w glorii  i chwale z wieńcem laurowym na skroni z dalekiej krainy zwanej rzeczywistością, do mej idylli blogowej. Jak już wcześniej pisałem, ostatnio zaniedbałem tę aktywność i jest mi z tego powodu bardzo źle i smutno. A skoro jest źle, to muszę to zmienić. Szykuję także kilka innych zmian, ale o tym wkrótce.


Tyle w temacie życzeń i planów, przejdźmy do konkretów, o ile ktoś jeszcze to czyta... Swoją drogą cały ten przydługi wstęp miał na celu sprawdzenie, czy moi Czytelnicy, to Czytelnicy czy Oglądacze i czy pisać w ogóle warto. Nie zawiedźcie mnie!


Zanim zacząłem interesować się modą męską i zgłębiać tajemnice związane z jej praktycznym ujęciem, gustowałem w zdecydowanie odmiennej estetyce. Więcej o poszukiwaniach i zmianie stylu tutaj.

Jako zagorzały fan dźwięków około gitarowych oraz wszelakich innych w sumie też, a także męczenia się na świeżym powietrzu z domieszką obdzierania o asfalt, tudzież inne elementy małej architektury, opierałem swoją garderobę na trzech elementach: spodniach (najczęściej dżinsowych rurkach), koszulach w kratę oraz t-shirtach. W związku z tym, dzisiaj, przedstawię Wam właśnie taki zestaw, ale w dwóch odsłonach.

Ok, skłamałbym, gdybym napisał, że obecnie nie chodzę tak ubrany, otóż chodzę i to często. Głównie w tak zwanym czasie wolnym, ale jednak (w domowym zaciszu paraduję w dresowych spodniach oraz powyciąganej koszulce!? ...oto cała prawda o mnie).


Całość, to bardzo prosta forma, w której pierwsze skrzypce grają dodatki. To one określają komunikat ubioru. W zależności od tego, czy wybierzemy obuwie sportowe oraz "trakerkę", czy też zamszowe derby wraz z filcowym kapeluszem oraz czarnymi okularami, efekt finalny nabierze odmiennego charakteru.  Bardzo dobrze widać to na załączonych zdjęciach, które, dla lepszego efektu, wzbogaciłem o rekwizyty w postaci deskorolki oraz futerału na gitarę. 


Dla Waszej wiadomości, zdecydowanie lepiej czuję się w odsłonie indie-rockowej, a na deskę już nigdy nie "wejdę". Za czas jakiś postaram się także wykorzystać koszulę i spodnie z tego posta w zupełnie innym ujęciu.


koszula / shirt - h&m
spodnie / denim - zara
v-neck - h&m
buty / shoes no.1 - clae
buty / shoes no.2 - f&f (tesco)
zegarki / watches - triwa
bransoletka / brecelet - gift
kapelusz / hat - zara
czapka / cap - second hand